15. No tak myślałem, że Panie znajdę w ogrodzie.

Siedziałam w domu już od dwóch tygodni i o dziwo czułam się lepiej. Wcześniej nie mogłam nawet sama zrobić sobie herbaty, więc wszystkim zajmował się Pedro. W sumie naprawdę się przejął swoją rolą. Był ze mną każdego dnia o każdej porze. Sama go musiałam wyganiać aby wyszedł z mieszkania. Ale siedziałam właśnie na kanapie oglądając jakieś telezakupy, kiedy usłyszałam telefon. Już chciałam wstać i odebrać, ale uprzedził mnie Pedro, który właśnie robił obiad.

- Słucham? Hej mamo. – uśmiechnął się szeroko – Jak miło, że dzwonisz. – na co przyciszyłam telefon – Tak, tak. Ale lepiej niech ci sama powie. Ja wracam do gotowania. – i podał mi telefon
- Dzień dobry. – rzuciłam
- Kochanie jak się czujesz? Mam nadzieję, że mój synek dba o to, abyś jak najszybciej się wykurowała?
- Dba. – zaśmiałam się – Dzisiaj robi po raz pierwszy tarte. Mam nadzieje, że mu wyjdzie, bo ostatnim razem naprawdę się przejął tym, ze mu nie wyszła zapiekanka.
- Mój synek. – zaśmiała się – Ale jak ty się czujesz?
- Lepiej. Już mogę sama się wykąpać i podnieść czajnik.
- To dobrze. najważniejsze, że wracają ci siły. I będę mogła przyjechać. – zauważyła
- Nie trzeba. Naprawdę sobie radzimy. – od razu zauważyłam i widziałam Pedro w salonie
- Mamo, nie musisz przyjeżdżać. – od razu słuchawkę zabrał mi Pedro – My przyjedziemy, wraz z Blancą. Tak, tak. Przygotuj wszystko. – zaśmiał się i o dziwo wyłączył
- Nie musiałeś się z nią od razu żegnać.
- Wiem o tym, ale obiad podano. – zaśmiał się – I w sumie i tak myślałem, że jak już czujesz się lepiej to może w piątek pojedziemy?
- Mi to jak na lato. W sumie to miło by było posiedzieć w jej ogrodzie. – uśmiechnęłam się
- W takim razie poinformuję Estefanię o tym, że jedziemy w piątek. I wrócimy, to ja zacznę od nowa treningi. – westchnął – Od nowa powrót do pracy.
- W sumie… - usiadłam prosto, ale nie było to łatwe – Z nudów zaczęłam nad tym myśleć. I jak wiesz, dostałam propozycję pracy. – westchnęłam – Dosyć dobra, w moim zawodzie. Z dobrymi warunkami.
- Ale? – nalał mi soku do szklanki
- To posada w Paryżu. Na cały etat. W sumie to była jedyna oferta pracy po tym jak odeszłam z poprzedniej.
- Jeśli byś ją przyjęła, to byśmy w ogóle się nie widywali. – zauważył a ja pokiwałam głową – Wiem, że lubisz być managerem w wielkiej korporacji. – dotknął mojej dłoni – Ale może by tak zmienić zawód? Znaleźć coś ciekawego w Madrycie? Bo wiem, że umrzesz mi z nudów w domu.
- Ale co mogłabym robić? Wiem jedynie jak rządzić ludźmi, a nie łatwo jest dostać się do jakiekolwiek pracy jako manager albo szef.
- To otwórz coś swojego.
- Pomyślę i o tym, na razie wysyłam CV. Zobaczymy do czego mnie to zaprowadzi.
- Jak dla mnie powinnaś jeszcze odpoczywać, jesteś w końcu na zwolnieniu lekarskim. I coś czuję, że jak ktoś się do ciebie odezwie to mimo tego, że masz jeszcze lekki problem z chodzeniem to zapewne wskoczysz w szpilki i polecisz na rozmowę.
- No dobrze. Zwolnię i zrelaksuję się na wakacjach. Nie koniecznie planowałam wakacje w tamtej części Hiszpanii, a także w takim stanie. No ale cóż, jakoś trzeba sobie radzić.
- Zamiast CV to zastanów się co weźmiesz ze sobą na wakacje. – puścił mi oczko

&&&

Minęły dni i nastał piątek. Mieliśmy jechać autem, więc wybrałam wygodne rzeczy. Krótka sukienka, torebka i okulary. Postanowiliśmy jechać wcześnie rano, aby nie stać długo w korkach. Dlatego dzień wcześniej poszliśmy spać dosyć wcześnie. Ale jednak rano był problem ze wstaniem. Ale siedziałam w samochodzie i byliśmy w drodze. Mała siedziała z tyłu w foteliku i podziwiała krajobraz, a ja siedziałam czytając książkę.

- No kochane, macie ochotę na coś ze stacji? Siku, coś do jedzenia? – usłyszałam i razem stwierdziłyśmy, że nie – Ale co mała ciekawego widzisz?
- Nic. – westchnęła – Nudzi mi się.
- Na miejscu nie będzie. Babcia pewnie już wszystko zaplanowała. Zresztą mamy tam plaże i będziemy chodzić się opalać, popływać. Spodoba ci się tam. – od razu się szeroko uśmiechnął
- Mamusia mi trochę opowiadała.
- W takim razie na pewno ci się spodoba. – puścił jej oczko
- Ale mamusi nie będzie. – westchnęła – Jej też by się podobało. Bo La Coruna to jej ulubione miasto, mówiła mi, że tam spędziła z tobą tatusiu najlepsze wakacje.
- Oczywiście, bo to najlepsze miasto na świecie. – zaśmiał się – Isabelle też je uwielbia i na pewno pokaże ci swoje ulubione miejsca, prawda? – poklepał mnie po kolanie na co się do niego delikatnie uśmiechnęłam
- Yhym. – westchnęła i wróciła do zabawy

O dziwo nie było aż takiego dużego ruchu na drogach, ale jednak zatrzymaliśmy się na obiedzie i toalecie. I ponownie obraliśmy kierunek naszej podróży. Kiedy dojechaliśmy to od razu z domu wyszli dziadkowie. Pedro wysiadł pierwszy i pomógł małej wysiąść a ja sama wysiadłam z auta i widziałam wzrok mojej teściowej.

- No nareszcie, co tak długo? – westchnęła
- Toaleta. – zaśmiał się Pedro – Ale kochani, przedstawiam wam Blancę. Skarbie to twoi dziadkowie.
- Dzień dobry. – dygnęła na co się uśmiechnęłam
- Witamy. – kucnęła jego mama – Ale ty podobna do tatusia.
- I mamusi. – powiedziała dumnie
- Ale wchodźcie. Zrobiłam lekki obiad na wypadek jakbyście byli głodni. – od razu zauważyła, więc Pedro ruszył z naszymi torbami za dziadkiem, a Blanca za nimi i dobrała się i do mnie teściowa – Cieszę się, że przyjechałaś. – objęła mnie ramieniem na co się uśmiechnęłam – Wiem, że sprawy z moim synem nie są jeszcze takie jak powinny być.
- Staramy się odbudować to wszystko. – westchnęłam
- Będzie dobrze. Każdy ma kryzys, ale da się z tego wszystkiego wyjść. – na co się do niej uśmiechnęłam – Jesteś inteligentną kobietą i wiem, że jakoś uda ci się postawić Pedro do pionu. Ale jak się czujesz? – i miałam wrażenie, że pomaga mi wejść po schodach na ganek
- Jest już dobrze. Mogę robić większość rzeczy tak jak dawniej. Ale jeszcze potrzebuje trochę czasu na regeneracje.
- No tak, w końcu to była poważna operacja. Ale wszystko dobrze? – zapytała speszona a ja się jej nie dziwiłam, nie jest łatwo o tym mówić
- Kiedy wszystko się zagoi, i ja będę pewniejsza. To myślę, że zaczniemy się starać o nasze dziecko.
- Dalej cię trzyma co?
- Mała mi nie ułatwia, nie do końca mnie uznaję.. – westchnęłam i widzieliśmy resztę w salonie
- Porozmawiamy wieczorem. – puściła mi oczko na co się do niej uśmiechnęłam

W sumie to panowie zaproponowali spacer po plaży, ale my kobiety wolałyśmy jednak zostać w domu. Pogoda nam dopisywała, więc wieczór był ciepły i mogłyśmy posiedzieć na huśtawce w ogrodzie. Przyniosła nam lemoniadę wraz z ciastkami. I sama zajęła miejsce obok mnie.

- No to teraz możemy porozmawiać. Zapomniałam już ile dzieci mogą narobić szumu. – zaśmiała się
- No tak. – zauważyłam i bardziej owinęłam się sweterkiem
- Jest ci zimno? Przynieść koc?
- Nie, nie. – od razu ją przystopowałam – Zawsze tak robię. Jest naprawdę dobrze.
- Musisz mi wybaczyć. Po prostu się martwię. – westchnęła łapiąc mnie za dłoń – Kiedy Pedro zadzwonił do mnie i odwołał swój przyjazd od razu wiedziałam, ze coś się stało. Dopiero wtedy powiedział mi prawdę. O tym, że macie problemy w małżeństwie. Że się wyprowadził, o planowanym rozwodzie, sprzedaży mieszkania. Nie mogłam w to uwierzyć, nie docierało do mnie to wszystko.
- No i później moja choroba, operacja. Wszystko zwaliło się na raz.
- Pedro naprawdę się przejął. Nic nie wiedział, gdzie jesteś co ci jest. – westchnęła – Bał się jak cholera i wiem, że nie przyzna się do tego. Był zagubiony i przerażony.
- Wiem o tym, on nie jest w tym sam. – spuściłam głowę
- Najważniejsze, że teraz jest już wszystko dobrze. Powoli dochodzisz do siebie a to najważniejsze.
- Bałam się, że naprawdę mogę nie mieć dzieci. – wypłakałam – Kiedy lekarz powiedział mi jakie jest ryzyko…
- Wiem skarbie. – przytuliła mnie mocno do siebie – Ale jest już po wszystkim. A to najważniejsze, nie można myśleć co jeśli. Teraz musisz skupić się na powrocie do pełnej sprawności.
- I na odbudowie małżeństwa z Pedro. – szepnęłam – Dzisiaj będzie pierwszy raz kiedy będziemy razem spać w łóżku. Wcześniej uważał, że powinnam sama spać, aby było mi wygodniej.
- Musisz mu bardziej zaufać. Wiem, że jego przeszłość cię dobija. Nie ty jedna byłaś w szoku kiedy oznajmił, że ma dziecko z inną kobietą niż jest obecnie. Ale to jego przeszłość, a teraz jest z Tobą. W końcu w salonie stoją zdjęcia z waszego ślubu. Tak na marginesie to w ogóle się nie zmieniłaś.
- Przez operację schudłam pięć kilo.
- Oj tam nadrobisz to. Już ja cię nakarmię przez te dwa tygodnie. – puściła mi oczko na co się zaśmiałam – Pamiętaj, że z każdym problemem możesz zwrócić się do mnie. Bardzo żałujemy, że nie mogliśmy pojechać na pogrzeb.
- Nic nie szkodzi. I wiem, że mogę zwrócić się ze wszystkim, to dla mnie naprawdę dużo znaczy.
- No tak myślałem, że Panie znajdę w ogrodzie. – zobaczyłyśmy Pedro na co usiadłam w pionie – Mała już śpi wykończona na górze, a tato robi herbatę.
- W takim razie do niego pójdę, zrobić ci kochanie?
- Poproszę. – uśmiechnęłam się do niej, a ona zostawiła nas samych popychając lekko Pedro w moją stronę
- Widzę, że mama cię dopadła. – zaśmiał się stojąc jak ten kołek na co pokiwałam głowa – Zrobiła wywiad?
- Dawno nie rozmawiałyśmy.  – zauważyłam – Ale jak było na plaży?
- Sympatycznie. Mała się dobrze bawiła z dziadkiem. – uśmiechnął się – Jutro też idziemy.
- Może wybiorę się z wami. Tylko dokopię się do stroju kąpielowego w walizce.
- Trochę daleko, na pewno to dobry pomysł?
- Pedro, nie będę cały czas siedzieć w domu. A i jestem dużą dziewczynką, jak się zmęczę albo coś mnie zaboli to usiądę na ławce, odpocznę i ruszę dalej. Znam okolice. – uśmiechnęłam się do niego
- No dobrze, uparta kobieto. – zaśmiał się – I mama ułożyła nas razem w sypialni, jeśli chcesz to mogę spać na kanapie albo z Blancą.
- Chcę, abyś spał ze mną. Będzie nawet tak łatwiej kiedy zechce mi się coś pić, bo nie powiem ale te stare schody strasznie skrzypią, a ja nie chodzę zbyt szybko.
- Oj wiem, ze skrzypią. – westchnął – Rodzice zawsze wiedzieli kiedy wracałem po nocnych imprezach. Nie raz mi się za to obrywało.
- Herbatka! – zawołała jego mama na co się poprawiłam i starałam wstać z huśtawki
- Pomogę ci. – od razu Pedro znalazł się obok mnie i już stałam koło niego
- Pedro… - zatrzymałam go za dłoń na co na mnie spojrzał – Ja nie umieram, nie musisz troszczyć się o mnie aż tak bardzo. Jest już po wszystkim, muszę tylko powrócić do sprawności i kiedy będę mogła biegać, to zapomnimy o wszystkim. Wiem, ze się bałeś, ale jest już po wszystkim. – pogłaskałam go po klatce piersiowej na co mnie przytulił – Wszystko będzie dobrze. A teraz chodź, czeka herbatka.


&&&

Korzystając z okazji, że dopadła mnie grypa i przez to leżałam w łóżku, z nudów zaczęłam czytać swoje stare opowiadania, których jest na prawdę dość sporo (?!) i zastanawiam się kiedy ja miałam czas to wszystko pisać? ale... tak sobie myślę... może wrzucić opowiadanie o kolejnym piłkarzu? Jorge Orti? 

1 komentarz:

  1. Niekoniecznie dziwię się Blance. Dziewczynka jest przywiązana do swojej mamy, więc za nią tęskni. Jakby nie patrzeć Isabelle to dla niej kompletnie obca osoba, która jest z jej tatą. Dzieci inaczej postrzegają świat, więc trzeba być wobec nich bardzo cierpliwym.
    Pedro stał się bardzo nadopiekuńczy i troskliwy :) Odkąd NARESZCIE wyjaśnili sobie niedomówienia, pomiędzy nimi oczyściła się atmosfera. Może i nie jest jeszcze idealnie, ale to dobra prognoza na przyszłość. Mama Pedro ma rację. Każde małżeństwo przechodzi kryzys. Nie można zbyt łatwo się poddawać :)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga